poniedziałek, 13 lutego 2017

Gdzie jesteś?

Rdz 3, 6-10
Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł.  A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. 
Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.  Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: "Gdzie jesteś?"  On odpowiedział: "Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się".


Gdzie jesteś? Warto zadać sobie to pytanie za każdym razem gdy zgrzeszymy. Gdzie jesteś względem Boga, czy tak jak Adam chowasz się przed Bogiem, próbując zwalić winę na innych ludzi lub okoliczności, nie widząc w tym swojej winy, nie próbując nawet przeprosić. A może wręcz odwrotnie, kiedy zgrzeszysz błagasz Boga o przebaczenie? Naszym częstym błędem jest oddalanie się od Boga po popełnieniu grzechu. Staramy się ukryć przed Bogiem aż do następnej spowiedzi, kiedy znowu będziemy mogli stanąć przed Nim z "czystą kartą". Ale nie o to przecież chodzi! Człowiek jest grzesznikiem i Bóg doskonale wie o tym, że człowiek będzie grzeszył. Cechą Boga jest to, że On kocha nas zarówno z "grzechem na sumieniu", jak i bez. Patrzy na nas tak samo, z miłością, która nie może być już większa. To nam, ludziom, grzech zatarł obraz Boga, to my się przed nim schowaliśmy, oddaliliśmy. Często gdy zgrzeszymy, boimy odezwać się do Boga. Ilu z nas modli się po popełnieniu grzechu? A powinniśmy. Powinniśmy się modlić, aby dalej nie grzeszyć, aby zdobyć od Boga potrzebną siłę, bo grzech nigdy nie jest raz, pociąga za sobą dalsze zło. Grzeszymy dalej, bo przecież już i tak zgrzeszyliśmy. Bóg dał nam cudowny sakrament Pokuty i Pojednania, gdzie możemy prosić o przebaczenie i je otrzymać. Każdy grzech, który pokazuje nam że jesteśmy grzesznikami, powinien nas mobilizować do rozmowy z naszym Ojcem , który kocha nas mimo to wszystko. Nie ukrywajmy się, nie warto. Stańmy w prawdzie o samych sobie i względem Boga uznajmy naszą słabość.

czwartek, 9 lutego 2017

Żyj Bogiem, nie cudami

Od kilku lat choruję na depresję. później pojawiły się problemy z samookaleczaniem, prowokowaniem wymiotów, czy myślami samobójczymi. moja wiara była praktycznie zerowa. Oczekiwałam od Boga cudu. Liczyłam że to wszystko załatwi, że już będzie dobrze. I w końcu dostałam to o co prosiłam podczas czuwania Odnowy w Częstochowie. Bóg obdarzył mnie niesamowitą łaską, której nie jestem w stanie opisać, po prostu przyszedł do mojego serca, napełnił je radością, miłością i pokojem. Miałam wrażenie, że On jest tak blisko. Było to  piękne. Uwierzyłam. Życie stało się piękniejsze. Wszystkie problemy minęły. Nie na długo. Zaniedbałam to, co otrzymałam. W moim życiu praktycznie nie było Boga. Całą wiarę próbowałam budować na tym jednym przeżyciu. Myślałam, że to wystarczy. Nie przyjmowałam sakramentów, nie czytałam Pisma Świętego. Nie udało się. Wszystko wróciło. Wiem dlaczego. Wiara to relacja, jest skutecznym lekiem, tylko jeśli regularnie go przyjmujemy. Jedna dawka nie wystarczy. Cuda, niesamowite przeżycia owszem, mogą umacniać naszą wiarę, ale i tak nie da się jej zbudować bez kontaktu z Bogiem. Sakramenty, modlitwa to absolutne podstawy. Próbowałam wszystko budować bez tego, z Bogiem, a jednocześnie bez Boga. Żeby wiara przyniosła owoce, trzeba o nią dbać. Żaden cud, bez naszej dalszej relacji z Bogiem, nic nie zmieni. Najważniejsza jest bliskość z Bogiem i życie Nim.

czwartek, 2 lutego 2017

Słowo Boga

Rdz 1, 1-3
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.  Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.
Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość.


Słowo Boga różni się od słowa człowieka. Nasze słowo jest tak mało wartościowe. Jak często okazuje się ono kłamstwem, nieprawdą. Słowo Boga jest inne. Ono ma ogromną wartość. Potrafi budować, przemieniać i sprawiać nowe rzeczy. Na początku nie było nic. Ziemia była bezwładem i pustkowiem. Wystarczyło słowo Boga i świat został stworzony. Słowo Boga w dalszym ciągu ma moc. Ta moc nadal jest obecna w Piśmie Świętym. Biblia to nie tylko zapisane parę tysięcy lat temu historie. Jest to żywe Słowo, pełne obecności Boga, które On do nas kieruje. Nadal ma Ono siłę zmieniać i budować na nowo, szczególnie nasze życie. Żadne słowo ludzkie, żadne konferencje, teologiczne wykłady nie sprawią tyle, ile żywe Słowo przez nas przyjmowane. Należy codziennie "karmić się" Jego słowem. Słowo Boże nie tylko dostarcza nam informacji o tym, kim jest Bóg, co tak właściwie mamy w życiu robić, ale przede wszystkim pogłębia relację z samym jego autorem, czyli Bogiem.

środa, 25 stycznia 2017

Przyjaciele Hioba

Hi 2, 11-13
Usłyszeli trzej przyjaciele Hioba o wszystkim, co na niego spadło, i przyszli, każdy z nich z miejscowości swojej: Elifaz z Temanu. Bildad z Szuach i Sofar z Naamy. Porozumieli się, by przyjść, boleć nad nim i pocieszać go.  Skoro jednak spojrzeli z daleka, nie mogli go poznać. Podnieśli swój głos i zapłakali. Każdy z nich rozdarł swe szaty i rzucał proch w górę na głowę.
Siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, nikt nie wyrzekł słowa, bo widzieli ogrom jego bólu

Myślę dzisiaj o milczeniu. Hiobowi życie przewróciło się do góry nogami. Przyszli do niego trzej przyjaciele, którzy dowiedzieli się o jego nieszczęściach. Chcieli go pocieszyć. Ale co zaskakujące nikt z nich nie powiedział ani słowa. Nie mieli przygotowanej żadnej motywacyjnej mowy, która miałaby Hioba podnieść na duchu. Gdy go zobaczyli zapłakali nad nim. Był w tak ciężkim stanie. Przyjaciele jednak nie zaczęli go pocieszać, mówić że będzie dobrze. Usiedli tylko z nim i siedzieli. Po prostu z nim byli. Może tak właśnie jest z Bogiem, kiedy my doświadczamy jakichś nieszczęść. Może właśnie wtedy On siada obok nas i po prostu milczy. Towarzyszy nam w tym bólu, po prostu z nami jest. Jak przyjaciel. Może nic nie mówi, bo pewnie i tak byśmy go nie słuchali. Ale jest. Nie opuszcza nas, bo jest naszym prawdziwym przyjacielem.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Po co się modlę?

Po co w ogóle się modlić? Jaki ma sens klepanie kolejnych formułek?
Wiele osób nie modli się, bo tak naprawdę nie rozumie po co się modlić. Nie mam pojęcia dlaczego modlą się inni, mogę natomiast powiedzieć, dlaczego ja to robię. Dla mnie liczy się przede wszystkim spotkanie z Bogiem, moim Panem, Zbawicielem i ukochanym Ojcem. Jest to moment w którym mogę szczerze z Nim o wszystkim porozmawiać, wyżalić się, podziękować, uwielbić, czy prosić. W codziennym życiu tak często zapominam że On jest tuż obok, mimo że staram się Nim naprawdę żyć. Chwila na modlitwę jest momentem w którym sobie o tym wszystkim przypominam .Przypominam sobie kto jest obok mnie, kto mnie prowadzi, dzięki komu jestem tym, kim jestem i dzięki komu żyję. Jest to najpiękniejsza chwila dnia, kiedy mogę zapomnieć o obowiązkach i spędzić czas z Kimś, kto kocha mnie tak, że oddał za mnie życie, kto ukochał mnie tak bardzo, że stworzył dla mnie świat i kto kocha mnie zupełnie bezinteresownie, bo po prostu jestem, bez względu na to jaka jestem i co robię. Czasami nie mam zielonego pojęcia co mam powiedzieć Bogu i milczę, ale Bóg jest także w tym milczeniu. On jest wtedy ze mną, nie zostawia mnie, bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia. On jest, zawsze jest. Czasami mam wrażenie że ta chwila ciszy to jedna z moich "najlepszych" modlitw. Skupiam się wtedy tylko i wyłącznie na Bogu, na Jego miłości i obecności. Nie muszę skupiać się na słowach, tylko na byciu razem z Nim. Na tym, że On jest właśnie obok mnie. Więcej mi nie potrzeba.

piątek, 20 stycznia 2017

Do czego ja jestem powołany?

Mk 3, 13-19
Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy.
Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

Nie każdy mógł być apostołem. Bóg powołał tych, których sam chciał. Może dziś jest ten dzień, aby zastanowić się, do czego MNIE powołuje Chrystus? Bóg powołuje każdego z nas do innej rzeczy. Ze względu na swoje talenty, poglądy, sytuacje w których się znajdujemy, lub znajdowaliśmy, każdy może służyć Bogu w inny sposób . Nie ma powołania złego, czy gorszego, jest ono po prostu inne i my powinniśmy odnaleźć swoje.

Jako ludzie wierzący wszyscy jesteśmy jednak powołani do głoszenia innym Chrystusa. Mamy być tymi, którzy przekazują innym wiarę. Nie jest to zadanie tylko dla księży, czy sióstr zakonnych, to zadanie dla każdego Chrześcijanina. Każdy z nas ma odmienny sposób Jego głoszenia i dzięki temu możemy dotrzeć do każdego człowieka. Jedni potrzebują wyjaśnienia kim jest Bóg, inni świadectwa życia, a kolejni potrzebują prawdziwie doświadczyć Jego obecności. Wykorzystajmy więc nasze talenty i możliwości żeby szerzyć królestwo Boże tam, gdzie się obecnie znajdujemy.

WY JESTEŚCIE SOLĄ ZIEMI, WY JESTEŚCIE ŚWIATŁEM ŚWIATA” (por. Mt 5, 13-14)

środa, 18 stycznia 2017

Bóg na pierwszym miejscu

"Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu"

Bóg ma być w naszym życiu na pierwszym miejscu. To Jego miłość ma determinować każdy nasz czyn, czy słowo.  Czasami ludzie wyobrażają sobie, że żeby Bóg był w centrum naszego życia to trzeba być siostrą zakonną lub księdzem i klepać kolejne "Zdrowaśki". Jednak Bóg chce być w centrum życia każdego z nas. Oczekuje od nas przede wszystkim miłości. Gdy kocham Boga, to staram się również przestrzegać Jego przykazań. Staram się postępować według Jego woli. To nie tylko zmawianie kolejnych modlitw, to życie Bogiem, trwanie w Jego obecności. Ofiarowanie mu codziennych czynności, trudów, zmartwień, ale też i radości. To ofiarowanie czegoś od siebie dla drugiego człowieka, bo „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. To powierzenie mu całego mojego życia, nie tylko chwili modlitwy, ale całego dnia, każdej godziny, minuty. To jak chodzenie z Bogiem za rękę, bo On zawsze jest przy nas.