poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Historia Abrama

„Pan powiedział do Abrama: ,,Zostaw twoją ziemię, twój ród i dom twojego ojca i idź do kraju, który ci wskażę”.Abram posłuchał Pana i zgodnie z poleceniem wyruszył w drogę wraz ze swoją żoną Saraj i bratankiem Lotem. Z powodu głodu trafili do Egiptu. W obawie przed śmiercią nakazał swojej żonie, aby udawała jego siostrę. Spodobała się ona bowiem faraonowi, który wziął ją do siebie. Bóg jednak zesłał na faraona plagi, a ten dowiedziawszy się prawdu wygnał Abrama wraz z jego żoną i wszystkim co posiadał. Jego majątek był duży. Zarówno on jak i Lot posiadali wielkie stada owiec i wołów. Kraj do którego dotarli nie mógł pomieścich ich obu, dlatego Abram powiedział do Lota „Odłącz się ode mnie. Jeśli pójdziesz na lewo, ja pójdę na prawo”. Abram osiadł w kraju Kanaan, Lot natomiast w okolicznych miastach i rozbił swoje namioty aż do Sodomy.
Kiedy Abram dowiedział się, że uprowadzono jego bratanka, zgromadził swoich trzystu osiemnastu służących, którzy byli wyszkoleni do walki i odbił Lota wraz z jego majątkiem, a także jego żony i krewnych. W widzeniu Pan przyszedł do Abrahama i obiecał mu potomstwo mówiąc „Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli będziesz mógł je policzyć...Tak liczne będzie twoje potomstwo”. Żona Abrama, była już starą kobietą. Obawiała się że nie będzie w stanie urodzić już dziecka, dlatego dała swojemu mężowi niewolnicę Hagar,. Gdy Hagar poczęła, zaczęła lekceważyć swoją panią. Saraj upokorzyła ją, tak że uciekła on niej. Podczas ucieczki przyszedł do niej anioł i kazał wrócić, zapowiedział również, że urodzi ona syna, któremu nada imię Izmael i będzie on utrapieniem dla wszystkich braci. Pan ponownie przyszedł do Abrama i zawarł z nim przymierze. Odtąd nazywał się on Abraham, a jego żona Sara. Nakazał obrzezanie wszystkich mężczyzn i zapowiedział, że Sara urodzi mu dziecko imieniem Izaak.

czwartek, 21 grudnia 2017

Boże Narodzenie

Nasza wiara ma w sobie wiele tajemnic,  których zapewne nigdy nie zrozumiemy w pełni.  Jedną z nich jest niewątpliwie Boże Narodzenie. Wbrew pozorom jest to coś więcej niż Wigilijna kolacja i dzielenie się opłatkiem,  a nawet pasterka.  Prawdziwy Bóg.  Ten który ma władzę nad całym światem i jednym słowem może stworzyć wszystko,  staje się człowiekiem.  Przychodzi na świat jako małe,  niewinne i bezbronne dziecko.  Uniża się i staje jednym z nas. Porzuca to co Boskie i odległe by ukazać,  że chce być blisko nas.  Pragnie być częścią naszego świata.  On nie wstydzi się tego co stworzył.  Nie wstydzi się człowieka i staje się nim.  Jezus jest człowiekiem w 100%. Ma rodowód,  ciało i ludzką matkę.  Tylko ktoś szalenie zakochany jest gotowy na takie poświęcenie.  Bóg zdaje sobie sprawę,  że ludzie nie zobaczą w Nim Boga,  że Go odrzucą,  wyśmieją i zabiją.  Jednak On nie ma wątpliwości, że chce to zrobić.  Święta Bożego Narodzenia poprzedzał Adwent,  który dobiega końca.  Był to czas,  by iść za wezmaniem św Jana i "prostować ścieżki Panu ", by przygotować dla Niego miejsce w sercu.  Jezus narodził się 2000 lat temu,  jednak nie chce poprzestać na tym.  On pragnie narodzić się również w naszym życiu.  Maryja nosiła Jezusa w swoim ciele i my również powinniśmy to czynić.  Tak jak ona powinniśmy być miejscem w którym mieszka sam Bóg.  "Niech tak się stanie". Maryja powierzyła całą siebie Jego woli. W tym krótkim wyznaniu zawierzyła Mu całe życie.  Niech te Święta będą okazją do powierzenia się Naszemu Panu i Jego narodzin w naszym życiu.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Dlaczego odchodzimy od Boga?

Bóg jest naszym najlepszym Ojcem,  przyjacielem,  pomocą,  ostoją we wszystkich problemach.  Jest przy nas zawsze.  Kocha nas bez względu za wszystko i w dodatku kocha tak,  że oddał za nas życie.  Oddał życie za relację z nami.  Jest wszystkim.  Mimo tego,  że wiemy doskonale jaki On jest,  często nie ma nas przy Nim.  Odłączamy się i nie chcemy Jego pomocy.  Odrzucamy Jego miłość.  Odrzucamy najważniejszą w naszym życiu relację.  Owszem,  czasami dzieje się to przez złego,  który tylko chce nas zniszczyć,  ale najczęściej to jest tylko i wyłącznie nasz wybór!  To my decydujemy że nie chcemy się modlić,  to my odkładamy jak najgłębiej na półkę Pismo Święte.  Dlaczego tak jest?  Dlaczego odrzucamy największy dar?  Dlaczego odrzucamy to,  co On chce zaoferować.  Przecież żadne doczesne sprawy nie dadzą nam tego wszystkiego,  nie dadzą prawdziwego pokoju i miłości.  Otrzymamy tylko pozorne szczęście,  a w głębi serca smutek i odrzucenie.  Dlaczego więc skoro zdaję sobie sprawę z tego wszystkiego dalej tkwię w grzechu?  Nie wiem.

wtorek, 14 listopada 2017

Niewierny Tomasz

Wiele razy słyszy się, że ludzie mówią o sobie jako o niewiernym Tomaszu, bo potrzebują dowodu na istnienie Boga. Sęk w tym, że Tomasz taki nie był. On nie został zazwany „niewiernym” dlatego, że potrzebował jakiegoś znaku by uwierzyć, ale dlatego że widział wiele, a nie uwierzył. Tomasz był jednym a apostołów, czyli najbliższych uczniów Chrystusa. Na pewno widział wszystkie cuda, uzdrowienia które dokonywał Chrystus, pewnie również sam dzięki mocy Boga czynił to samo. Mimo wszystko nie uwierzył. Jezus zapowiadał wielokrotnie, że musi cierpieć, ale zmartwychwstanie. Kiedy już to się wydarzyło Tomasz potrzebował dowodu. Musiał wsadzić swojego palucha w dziury po ranach. Wtedy właśnie padły pewnie wszystkim znane i jedno z najpiękniejszych wyznań wiary:,,Pan mój i Bóg mój”. Nie porównujmy się do tego apostoła, bo zapewne nikt z nas nie widział tego, co mu było dane zobaczyć. Jednak nie traktujmy tego jako usprawiedliwienia naszej niewiary. Bóg w naszym życiu działa naprawdę spektakularne rzeczy. Szkoda tylko że nie podpisuje się pod nimi. Wszystko łatwo jest wytłumaczyć przypadkiem. Jeden ksiądz powiedział kiedyś, że przypadek to kryptonim niewidzialnego Pana Boga. I tak rzeczywiście jest. Światem rządzi Bóg, nie żadna siła, nie fatum, tylko ON-wszechmogący Bóg.

czwartek, 22 czerwca 2017

Jak mało się modlimy

Dzisiaj myślę o tym, jak naprawdę mało czasu poświęcamy na modlitwę, jak mało czasu ja poświęcam na modlitwę. Żyjemy praktycznie w ciągłym pędzie. Każdą minutę mamy zajętą czymś innym, miliony zajęć a tylko 24 godziny. Ciężko gdzieś wpleść pomiędzy to wszystko kilka minut na modlitwę. A jednak może to nie do końca tak? Czy gdybyśmy chcieli zacząć biegać, jeździć na rowerze, malować, oglądać ulubiony serial, czy spotkać się z najbliższym przyjacielem, to znaleźlibyśmy trochę czasu? Myślę że tak! Gdyby ktoś z nas zaplanował regularne bieganie, to na 100% znalazłby tą godzinę kilka razy w tygodniu na treningi, bo wiedziałby, jak ważna jest regularność. A to przecież w modlitwie też jest potrzebne! Wiara to relacja między nami a Bogiem i ona również wymaga czasu i regularności. Potraktujmy to jak relację z bliskim przyjacielem. Przecież znajdujesz czas żeby od czasu do czasu się spotkać, popisać na facebooku, zadzwonić lub wysłać smsa. A może wyślij też czasem Bogu smsa? Daj mu znać jak się czujesz, co się właśnie stało, co przeżyłeś. Napisz do Niego list krótszy bądź dłuższy, jaki chcesz i o czym chcesz. Posiedź czasem z Bogiem przy kawie i słuchaj tego co On ma ci do powiedzenia poprzez Pismo Święte.
Wczoraj podczas adoracji Najświętszego Sakramentu dostałam odpowiedź na pytanie, które od dawna sobie zadawałam. Strasznie chciałam usłyszeć głos Boga i wiedzieć, czego On ode mnie oczekuje i co do mnie mówi. Odpowiedzią była Ewangelia. Przecież tam są zapisane słowa samego Boga! Jezusa. Bez pośredników, bez proroków. Sam Bóg w osobie Syna Bożego mówi do nas. Daje nam wskazówki jak żyć, jak postępować, czego od nas oczekuje i kim jest. Dlaczego tak rzadko po nią sięgamy? Zadajemy Bogu miliony pytań oczekując odpowiedzi, a przecież Bóg już dawno odpowiedział na nie w Ewangelii, bądź innych księgach Pisma Świętego. Każda forma relacji, kontaktu z Bogiem jest modlitwą. Są miliony sposobów żeby o nią zadbać. Pielęgnujmy naszą relację z Nim. To nasz Ojciec, który nigdy nas nie opuści i nigdy nie kochał, nie będzie kochał nas bardziej ani mniej niż teraz, ale kontakt jest rzeczą o którą naprawdę warto dbać.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Gdzie jesteś?

Rdz 3, 6-10
Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł.  A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. 
Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.  Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: "Gdzie jesteś?"  On odpowiedział: "Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się".


Gdzie jesteś? Warto zadać sobie to pytanie za każdym razem gdy zgrzeszymy. Gdzie jesteś względem Boga, czy tak jak Adam chowasz się przed Bogiem, próbując zwalić winę na innych ludzi lub okoliczności, nie widząc w tym swojej winy, nie próbując nawet przeprosić. A może wręcz odwrotnie, kiedy zgrzeszysz błagasz Boga o przebaczenie? Naszym częstym błędem jest oddalanie się od Boga po popełnieniu grzechu. Staramy się ukryć przed Bogiem aż do następnej spowiedzi, kiedy znowu będziemy mogli stanąć przed Nim z "czystą kartą". Ale nie o to przecież chodzi! Człowiek jest grzesznikiem i Bóg doskonale wie o tym, że człowiek będzie grzeszył. Cechą Boga jest to, że On kocha nas zarówno z "grzechem na sumieniu", jak i bez. Patrzy na nas tak samo, z miłością, która nie może być już większa. To nam, ludziom, grzech zatarł obraz Boga, to my się przed nim schowaliśmy, oddaliliśmy. Często gdy zgrzeszymy, boimy odezwać się do Boga. Ilu z nas modli się po popełnieniu grzechu? A powinniśmy. Powinniśmy się modlić, aby dalej nie grzeszyć, aby zdobyć od Boga potrzebną siłę, bo grzech nigdy nie jest raz, pociąga za sobą dalsze zło. Grzeszymy dalej, bo przecież już i tak zgrzeszyliśmy. Bóg dał nam cudowny sakrament Pokuty i Pojednania, gdzie możemy prosić o przebaczenie i je otrzymać. Każdy grzech, który pokazuje nam że jesteśmy grzesznikami, powinien nas mobilizować do rozmowy z naszym Ojcem , który kocha nas mimo to wszystko. Nie ukrywajmy się, nie warto. Stańmy w prawdzie o samych sobie i względem Boga uznajmy naszą słabość.

czwartek, 2 lutego 2017

Słowo Boga

Rdz 1, 1-3
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.  Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.
Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość.


Słowo Boga różni się od słowa człowieka. Nasze słowo jest tak mało wartościowe. Jak często okazuje się ono kłamstwem, nieprawdą. Słowo Boga jest inne. Ono ma ogromną wartość. Potrafi budować, przemieniać i sprawiać nowe rzeczy. Na początku nie było nic. Ziemia była bezwładem i pustkowiem. Wystarczyło słowo Boga i świat został stworzony. Słowo Boga w dalszym ciągu ma moc. Ta moc nadal jest obecna w Piśmie Świętym. Biblia to nie tylko zapisane parę tysięcy lat temu historie. Jest to żywe Słowo, pełne obecności Boga, które On do nas kieruje. Nadal ma Ono siłę zmieniać i budować na nowo, szczególnie nasze życie. Żadne słowo ludzkie, żadne konferencje, teologiczne wykłady nie sprawią tyle, ile żywe Słowo przez nas przyjmowane. Należy codziennie "karmić się" Jego słowem. Słowo Boże nie tylko dostarcza nam informacji o tym, kim jest Bóg, co tak właściwie mamy w życiu robić, ale przede wszystkim pogłębia relację z samym jego autorem, czyli Bogiem.

środa, 25 stycznia 2017

Przyjaciele Hioba

Hi 2, 11-13
Usłyszeli trzej przyjaciele Hioba o wszystkim, co na niego spadło, i przyszli, każdy z nich z miejscowości swojej: Elifaz z Temanu. Bildad z Szuach i Sofar z Naamy. Porozumieli się, by przyjść, boleć nad nim i pocieszać go.  Skoro jednak spojrzeli z daleka, nie mogli go poznać. Podnieśli swój głos i zapłakali. Każdy z nich rozdarł swe szaty i rzucał proch w górę na głowę.
Siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, nikt nie wyrzekł słowa, bo widzieli ogrom jego bólu

Myślę dzisiaj o milczeniu. Hiobowi życie przewróciło się do góry nogami. Przyszli do niego trzej przyjaciele, którzy dowiedzieli się o jego nieszczęściach. Chcieli go pocieszyć. Ale co zaskakujące nikt z nich nie powiedział ani słowa. Nie mieli przygotowanej żadnej motywacyjnej mowy, która miałaby Hioba podnieść na duchu. Gdy go zobaczyli zapłakali nad nim. Był w tak ciężkim stanie. Przyjaciele jednak nie zaczęli go pocieszać, mówić że będzie dobrze. Usiedli tylko z nim i siedzieli. Po prostu z nim byli. Może tak właśnie jest z Bogiem, kiedy my doświadczamy jakichś nieszczęść. Może właśnie wtedy On siada obok nas i po prostu milczy. Towarzyszy nam w tym bólu, po prostu z nami jest. Jak przyjaciel. Może nic nie mówi, bo pewnie i tak byśmy go nie słuchali. Ale jest. Nie opuszcza nas, bo jest naszym prawdziwym przyjacielem.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Po co się modlę?

Po co w ogóle się modlić? Jaki ma sens klepanie kolejnych formułek?
Wiele osób nie modli się, bo tak naprawdę nie rozumie po co się modlić. Nie mam pojęcia dlaczego modlą się inni, mogę natomiast powiedzieć, dlaczego ja to robię. Dla mnie liczy się przede wszystkim spotkanie z Bogiem, moim Panem, Zbawicielem i ukochanym Ojcem. Jest to moment w którym mogę szczerze z Nim o wszystkim porozmawiać, wyżalić się, podziękować, uwielbić, czy prosić. W codziennym życiu tak często zapominam że On jest tuż obok, mimo że staram się Nim naprawdę żyć. Chwila na modlitwę jest momentem w którym sobie o tym wszystkim przypominam .Przypominam sobie kto jest obok mnie, kto mnie prowadzi, dzięki komu jestem tym, kim jestem i dzięki komu żyję. Jest to najpiękniejsza chwila dnia, kiedy mogę zapomnieć o obowiązkach i spędzić czas z Kimś, kto kocha mnie tak, że oddał za mnie życie, kto ukochał mnie tak bardzo, że stworzył dla mnie świat i kto kocha mnie zupełnie bezinteresownie, bo po prostu jestem, bez względu na to jaka jestem i co robię. Czasami nie mam zielonego pojęcia co mam powiedzieć Bogu i milczę, ale Bóg jest także w tym milczeniu. On jest wtedy ze mną, nie zostawia mnie, bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia. On jest, zawsze jest. Czasami mam wrażenie że ta chwila ciszy to jedna z moich "najlepszych" modlitw. Skupiam się wtedy tylko i wyłącznie na Bogu, na Jego miłości i obecności. Nie muszę skupiać się na słowach, tylko na byciu razem z Nim. Na tym, że On jest właśnie obok mnie. Więcej mi nie potrzeba.

piątek, 20 stycznia 2017

Do czego ja jestem powołany?

Mk 3, 13-19
Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy.
Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

Nie każdy mógł być apostołem. Bóg powołał tych, których sam chciał. Może dziś jest ten dzień, aby zastanowić się, do czego MNIE powołuje Chrystus? Bóg powołuje każdego z nas do innej rzeczy. Ze względu na swoje talenty, poglądy, sytuacje w których się znajdujemy, lub znajdowaliśmy, każdy może służyć Bogu w inny sposób . Nie ma powołania złego, czy gorszego, jest ono po prostu inne i my powinniśmy odnaleźć swoje.

Jako ludzie wierzący wszyscy jesteśmy jednak powołani do głoszenia innym Chrystusa. Mamy być tymi, którzy przekazują innym wiarę. Nie jest to zadanie tylko dla księży, czy sióstr zakonnych, to zadanie dla każdego Chrześcijanina. Każdy z nas ma odmienny sposób Jego głoszenia i dzięki temu możemy dotrzeć do każdego człowieka. Jedni potrzebują wyjaśnienia kim jest Bóg, inni świadectwa życia, a kolejni potrzebują prawdziwie doświadczyć Jego obecności. Wykorzystajmy więc nasze talenty i możliwości żeby szerzyć królestwo Boże tam, gdzie się obecnie znajdujemy.

WY JESTEŚCIE SOLĄ ZIEMI, WY JESTEŚCIE ŚWIATŁEM ŚWIATA” (por. Mt 5, 13-14)

środa, 18 stycznia 2017

Bóg na pierwszym miejscu

"Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu"

Bóg ma być w naszym życiu na pierwszym miejscu. To Jego miłość ma determinować każdy nasz czyn, czy słowo.  Czasami ludzie wyobrażają sobie, że żeby Bóg był w centrum naszego życia to trzeba być siostrą zakonną lub księdzem i klepać kolejne "Zdrowaśki". Jednak Bóg chce być w centrum życia każdego z nas. Oczekuje od nas przede wszystkim miłości. Gdy kocham Boga, to staram się również przestrzegać Jego przykazań. Staram się postępować według Jego woli. To nie tylko zmawianie kolejnych modlitw, to życie Bogiem, trwanie w Jego obecności. Ofiarowanie mu codziennych czynności, trudów, zmartwień, ale też i radości. To ofiarowanie czegoś od siebie dla drugiego człowieka, bo „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. To powierzenie mu całego mojego życia, nie tylko chwili modlitwy, ale całego dnia, każdej godziny, minuty. To jak chodzenie z Bogiem za rękę, bo On zawsze jest przy nas.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

"Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie.
Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków»."

Nie da się "trochę" żyć Bogiem, ani "trochę" być chrześcijaninem. Możemy być albo nie. Do nas należy wybór. Bukłaki są naszym sercem, zranionym, poniszczonym, zepsutym przez grzech. Winem jest łaska Boga. Nie da się jej w pełni przyjąć, jeśli nie otworzymy całkowicie swojego serca. Nie da się przyjąć łaski tu i tu, ale tam zostawić tego całego syfu. Nie!"Wasza mowa niech będzie: "Tak - tak, nie - nie".  Albo otwieramy się na Boga i Jego działanie w naszym życiu, albo zostajemy tam gdzie jesteśmy.

Miałam w swoim życiu taką sytuację, kiedy powiedziałam że nad niektórymi grzechami chcę pracować, a inne chcę zostawić w spokoju. Nie wyszło. Nie da się jednocześnie trwać w łasce i trwać w grzechu, nie można dwóm panom służyć. Życie jest pełne wyborów, a nie kompromisów. Musimy wybrać, czy całkowicie zaufamy Bogu, czy wybierzemy grzech.

niedziela, 15 stycznia 2017

"Ja wiem co chcesz Mi powiedzieć
Chociaż czasem nic nie mówisz
Wiem też dobrze to co czujesz
Choć tym ze Mną się nie dzielisz"


Panie, dziękuję Ci że Tobie nie muszę niczego tłumaczyć, bo Ty wszystko rozumiesz. Nie muszę mówić jeśli nie chcę, lecz kiedy pragnę, Ty mnie wysłuchasz. Dziękuję że zawsze jesteś przy mnie, dziękuję, że pocieszasz kiedy płaczę i że jesteś kiedy cierpię. Nie potrafię pojąć Twojej miłości. Nie rozumiem tego jak możesz mnie kochać, kogoś kto tak często Cię odrzuca,  kto tak często Cię rani. Dziękuję Ci za tą miłość, mam nadzieję że kiedyś ją zrozumiem i nauczę się kochać innych tak jak Ty.

sobota, 14 stycznia 2017

 Mk 2,13-17
Potem wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał.  A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!». On wstał i poszedł za Nim.
 Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?»  Jezus usłyszał to i rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

Bóg tak przychodzi do każdego z nas. Przychodzi do nas grzesznych, nieidealnych, pełnych wad i mówi "Pójdź za mną!". On pragnie przemieniać nasze życie. Doskonale wie jak ono wygląda, wie że potykamy się na każdym kroku, ale Mu to nie przeszkadza. Właśnie takich nas pragnie. Mimo że inni już dawno nas skreślili, obrzucili błotem, On nigdy tego nie zrobi. Wie kim jesteśmy i jacy możemy być, kiedy przyjmiemy Jego łaskę. On właśnie na to czeka, by wejść w cały nasz życiowy syf, wszystkie problemy, smutki i grzechy. Lewi (Mateusz) był poborcą podatkowym, był nienawidzony i uznawany przez Żydów za grzesznika. Bóg przyszedł właśnie do Niego i to właśnie jego wybrał do grona swoich apostołów i zmienił radykalnie jego życie. Rozejrzyjmy się, może to właśnie dziś Bóg pragnie przyjść do Ciebie i przemienić Twoje życie?

środa, 11 stycznia 2017

Panie jeśli zechcesz

Mk 1,40-45
Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić».  [A Jezus], zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!»  Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.  Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił,  mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich».  Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

"Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić" Oto przykład całkowitego zdania się na łaskę Boga. Czy ja tak potrafię? W naszych modlitwach prosimy o bardzo wiele rzeczy i są to często bardzo dobre intencje takie jak zdrowie, szczęście, miłość, ale czy zostawiamy tam miejsce dla woli Bożej. Czy jesteśmy przygotowani na to, że może Bóg ma w obecnej chwili inny plan dla nas, niż oczekujemy? Trędowaty z Ewangelii mimo swojego trudnego położenia w jakim znajdowali się chorzy na trąd w tamtych czasach, cały czas był otwarty na wolę Boga. Nie żądał, lecz pokornie prosił, a Bóg go wysłuchał.

Bóg czyni w naszym życiu wiele cudów, niektóre są wielkie inne mniejsze. Nie trudno zrozumieć radości trędowatego z uzdrowienia i jego chęci podzielenia się tym ze wszystkimi i choć nie należy w tym aspekcie naśladować jego nieposłuszeństwa i rozgłoszenia cudu, ale możemy się zastanowić, czy my także mamy taką chęć głoszenia innym Dobrej Nowiny i opowiadaniu o działaniu Boga w naszym życiu?

niedziela, 8 stycznia 2017

Strefa komfortu

Jr 6,16
To mówi Pan:
"Stańcie na drogach i patrzcie,
zapytajcie o dawne ścieżki,
gdzie jest droga najlepsza - idźcie po niej,
a znajdziecie dla siebie wytchnienie.
Ale powiedzieli: "Nie pójdziemy". 

No właśnie. Tak to czasem z nami bywa, że wszystko chcemy robić po swojemu. W swoim życiu bardzo często błądzimy i zdajemy sobie z tego doskonale sprawę. Czasami wiemy też, co powinniśmy w danej sytuacji zrobić, jaką drogą pójść, ale tego nie robimy. Dlaczego?  Dlaczego nie chcemy, żeby było lepiej? Bóg mówi przede wszystkim o grzechu. Nie trudno się domyślić, że tą najlepszą drogą jest droga z Bogiem, na której możemy znaleźć wytchnienie od naszych złych nawyków, czy mówiąc wprost grzechów. Często jest tak, że gdy dość długo trwamy w tym, zaczynamy się przyzwyczajać. Zaczynamy w tym dole budować sobie wygodne gniazdko, byle tylko nic nie ruszyć. Tak pozornie jest łatwiej, nie trzeba się starać, nic robić. Ale czy wtedy jest lepiej? Nie oszukujmy się, grzech i zło zawsze będzie nas niszczyć, a szatan lubi działaś niezauważony. Będzie powoli konsekwentnie podkopywał nam ten dół, byśmy wpadli jeszcze głębiej. Prowadzi nas do samozagłady. Bóg nie daje tylko tej pozornej wygody, tylko daje prawdziwą wolność. Daje miłość, szczęście i wytchnienie. Jest tą drogą, którą powinniśmy w naszym życiu kroczyć, bo tylko na niej jest rzeczywiście światło. Może zmienić nasze życie i wygrzebać nas z naszych grzechów. Bóg pragnie naszego nawrócenia, chce byśmy odpowiedzieli Mu "pójdziemy". Może jest to wybór, który wiąże się z wyjściem poza strefę komfortu naszych grzechów, może jest ciężka, ale trzeba powalczyć o siebie - trzeba walczyć o zbawienie.

czwartek, 5 stycznia 2017

Cel

Ludzie w życiu kierują się różnymi wartościami. Dla jednych ważne są pieniądze, kariera, dla innych szczęśliwa rodzina, podróże, czy po prostu spokojne życie. Dążymy do tego za wszelką cenę. Czasami jednak nie wszystko idzie po naszej myśli. Ktoś z rodziny choruje, szef wyrzuca nas z pracy... Pierwszą osobą do obwiniania staje się wtedy Bóg. To do Niego mamy pretensje o to, co się stało. Przecież Bóg jest dobry, dlaczego tak się dzieje? Przecież to są dobre pragnienia szczęśliwa i zdrowa rodzina czy dobrze prosperująca firma. Cel naszego życia jest jednak inny: jest nim zbawienie. Bóg prowadzi nas różnymi drogami, często dziurawymi, krzywymi, pod górkę, ale to wszystko jest dla naszego dobra. Bóg patrzy na nasze życie w innej perspektywie niż my, od widzi wieczność, my patrzymy tylko na następne kilkadziesiąt lat. Każda trudność, każdy problem ma nas umacniać i przybliżać do zbawienia. Bóg wie najlepiej czego w tym momencie potrzebujemy.. Mój katecheta powtarza, że opatrzność Boża to kłody rzucane pod nogi przez Boga. Zadaniem tych kłód, jest stałe zwracanie naszej uwagi na Boga. On w różny sposób kieruje naszym życiem byśmy ostatecznie doszli do celu, czyli zbawienia.

W książce Reginy Brett, możemy przeczytać :
"Życie to pasmo problemów: albo akurat przeżywasz kłopoty, albo z nich wychodzisz, albo przygotowujesz się na kolejne. Dzieje się tak dlatego, że Boga bardziej interesuje twój charakter niż twoja wygoda. Bóg woli prowadzić cię do świętości niż do szczęścia."

 Nie gniewajmy się więc na Boga, że nieustannie rzuca nam kłody pod nogi, On wie, czego najbardziej potrzebujemy i nam to daje. Nawet jeśli teraz niektórych rzeczy nie rozumiemy, kiedyś nam je wyjaśni. On pragnie naszego zbawienia.

sobota, 31 grudnia 2016

Tylko uwierz

Mt 9,27-31
Gdy Jezus stamtąd odchodził, poszło za Nim dwóch niewidomych. Wołając prosili: "Ulituj się nad nami, Synu Dawida". Kiedy wszedł do domu, ci ślepcy podeszli do Niego. Jezus powiedział im: "Czy wierzycie, że mam moc to uczynić?" Odpowiedzieli Mu: "Tak, Panie". Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: "Niech się wam stanie według waszej wiary".  I otwarły się ich oczy. A Jezus surowo im przykazał, mówiąc: "Uważajcie, by nikt o tym nie wiedział".  Lecz oni, gdy odeszli, rozsławili Go po całej tamtejszej krainie.

Kiedy czytam ten fragment, przed oczami staje mi sytuacja, gdy to ja proszę o uzdrowienie, kiedy błagam o miłosierdzie. Jezus niewidomym mówi "niech wam się stanie według wiary waszej". A co jeśli Bóg codziennie w odpowiedzi na moje prośby mówi mi to samo? Czy wierzę w to, że Bóg rzeczywiście wysłuchuje moich modlitw i może spełnić to, o to proszę? Kiedyś  ksiądz na kazaniu opowiedział pewną historię o mieście, w którym panowała susza. Mieszkańcy nie wiedzieli już co robić. Postanowili zorganizować mszę w tej intencji. Ksiądz zapytał wiernych z ambony, czy ci naprawdę wierzą, że Bóg sprawi, że po tej mszy spadnie deszcz? Wierni oczywiście przytaknęli, na co kapłan odpowiedział "To dlaczego nikt z państwa nie wziął ze sobą parasola?"

Często wymagamy od Boga spełnienia naszych próśb, takich jak zdrowie, szczęście, poprawa relacji w rodzinie, czy powodzenie w pracy. Bóg natomiast pragnie on nas jednego : wiary. Czy naprawdę wierzymy?

Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie (Mt 21, 22)

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Fałszywy obraz Boga

Wielu ludzi odrzuca Boga. Często zastanawiam się dlaczego tak jest. Często mamy w swoich głowach Jego fałszywy obraz. Widzimy Go jako staruszka siedzącego w niebie, sądzącego ludzi i skazującego ich za złe czyny - do piekła, za dobre - do nieba. Takie patrzenie nie ma nic wspólnego z prawdą. Bóg wcale nie jest odległy, on jest wśród nas, jest w każdym z nas, dzięki Duchowi Świętemu, którego jesteśmy świątynią i dzięki Jezusowi, przez którego Bóg stał się człowiekiem. Bóg nigdy nie chciał być daleko, to my przez grzech oddalamy się od niego, budujemy między sobą gruby mur. Każda relacja czego wymaga i ta również. Wymaga kontaktu. Kiedy z kimś nie rozmawiamy, nie spotykamy się, nasza więź staje się zimna, słaba. Tak jest też z Bogiem. Jeżeli chcemy być blisko musimy rozmawiać, musimy słuchać i mówić, przychodzić. Bóg jest tuż obok, On czeka, czeka na nasze zaproszenie.


niedziela, 25 grudnia 2016

Czy ateiści mogą być zbawieni?

Zbawienie jest czymś, do czego dąży każdy wierzący w Chrystusa. Pragniemy być zbawieni, by na zawsze radować się naszym Bogiem, Jego bliskością i łaską w niebie, czyli bez żadnych przeszkód, barier, np. grzechu. Aby to osiągnąć staramy się być blisko Niego, żyć sakramentami, wypełniać przykazania i być dobrymi ludźmi. Są jednak Ci, którzy nie wierzą, którzy są daleko od Boga, czy oni mogą być zbawieni?

Mówi się, że „nie ma zbawienia poza Kościołem”. Trzeba jednak najpierw zdefiniować kim jest Kościół. Według Soboru Watykańskiego II dzieli się on na 4 kręgi. Pierwszym są chrześcijanie-katolicy. Są to ludzie, którzy są najbliżej prawdy, najbliżej poznania Chrystusa. Drugi krąg to chrześcijanie-niekatolicy. Trzecim są niechrześcijanie, czyli Ci co wierzą w swojego Boga, natomiast ostatnim kręgiem są szukający Boga, czyli Ci co szukają prawdy i dobra. Są to Ci niewierzący, którzy może jeszcze na swojej drodze Go nie spotkali. Nie spotkali osoby, która dałaby im świadectwo, nie doświadczyli cudu, nie wychowali się w wierze, ale jednak kierują się sumieniem i właściwymi wartościami. Wynika z tego, że osoby niewierzące mogą być również zbawione, muszą tylko szukać prawdy i nie zamykać swoich serc. Miłosierdzie jest ponad sądem, Bóg nie osądza nas według tych samych ram, osądza każdego indywidualnie, według osobnych kryteriów.

Pamiętajmy że „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” . Niektórym łatwo wychodzi ocenianie wiary innych i przyznaję, że ja też często się na tym łapię. Moja wiara nie jest silna, a dostałam od Boga tak wiele, że gdyby ktoś doświadczył tyle, ile ja to by był prawie świętym człowiekiem.

Łk 10, 12-15
 Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam.A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz!